Obraz George'a Bellowsa: zatłoczone skrzyżowanie na Manhattanie, tramwaje, wozy konne i tłum przechodniów na tle wieżowców

·3 min czytania

Pospolite rzeczy, zrobione super

Kim jestem, jak od grafiki trafiłem do operacji i AI, i o czym będę tu pisał.

George Bellows, New York, 1911 · National Gallery of Art

Cześć, jestem Mikołaj. Na co dzień pracuję jako Head of Operations w SkinApe. W praktyce pilnuję, żeby rzeczy w firmie działały: te widoczne i te, o których nikt nie myśli, dopóki się nie zepsują.

Do operacji nie trafiłem prostą drogą. Przez pierwsze dziesięć lat byłem grafikiem.

Najpierw była grafika

Grafika wciągnęła mnie, kiedy byłem nastolatkiem. Moja pierwsza wakacyjna praca polegała właśnie na projektowaniu i jakoś tak wyszło, że te wakacje trwały dekadę.

W tym czasie pracowałem przy markach kosmetyków premium, takich jak Vichy i Caudalie, a także dla drogerii Douglas. Jeśli kiedyś reklama kremu wydała ci się bardzo droga, to całkiem możliwe, że ktoś taki jak ja przesuwał na niej logo o dwa piksele w lewo. A potem z powrotem, bo jednak wcześniej było lepiej.

Równolegle robiłem identyfikacje wizualne festiwali. To zupełnie inny sport niż kosmetyki. Przy kremie wszystko ma szeptać, a festiwalowy plakat ma być czytelny z drugiego końca pola, w deszczu, o trzeciej w nocy.

Potem przyszło AI

Kiedy AI zaczęło na serio wchodzić do codziennej pracy, złapałem się na tym, że bardziej od generowanych obrazków ciekawi mnie, jak zmienia się sam sposób robienia rzeczy. Kto co robi, ile to trwa i co wreszcie da się oddać maszynie.

Skręciłem więc w stronę product managementu, agentic developmentu, optymalizacji i zarządzania operacjami firmy. Z zewnątrz wygląda to na zmianę zawodu. Ja mam wrażenie, że dalej projektuję, tylko zamiast plakatu układam to, jak pracuje firma.

Vibedev, czyli jak teraz pracuję

Moje główne narzędzia to Claude Code i Astra. Przyszedłem do tego od strony grafiki, a nie programowania, więc mój wkład wygląda trochę inaczej niż u klasycznego developera. Wiem, czego potrzebuję, i potrafię to dokładnie opisać. Mam też cierpliwość, żeby sprawdzić, czy wyszło to, o co chodziło. Przy pracy z agentami to zaskakująco dużo.

Tak powstały u mnie między innymi:

  • boty na Slacku, które codziennie wrzucają raporty z kampanii reklamowych i metryk, żeby nikt nie musiał kleić ich ręcznie,
  • dashboardy dla finansów i HR oraz panel do zarządzania stawkami w Google Ads,
  • scrapery, automat do testowania aplikacji na Androidzie i synchronizacja harmonogramów z Notion,
  • landing page przeniesiony z Figmy jeden do jednego,
  • projekty po godzinach, na przykład dashboard inwestycyjny udający stary terminal z bursztynowym ekranem albo podejścia do własnej gry o zarządzaniu liniami lotniczymi.

Ten blog też powstał w ten sposób. Jeśli czytasz to na komputerze, to piksele, które ciągną się za twoim kursorem, też są efektem takiej rozmowy.

Skąd ta nazwa

Super Common Managment ma sugerować coś bardzo zwyczajnego, zrobionego bardzo dobrze. Mniej więcej tak lubię pracować. Większość problemów w firmie jest bardzo przyziemna: raport, który ktoś co piątek składa ręcznie, proces, którego nikt nigdy nie spisał, arkusz z dwunastoma zakładkami, z których potrzebne są trzy. Kiedy ogarnie się je porządnie, robi się więcej miejsca na resztę.

O czym tu będzie

O mojej pracy, o AI, o sztuce i grach. Czasem trochę o życiu, ale bardziej od strony zawodowej niż prywatnej, więc zdjęć śniadań nie planuję. Chyba że któreś będzie wyjątkowo dobrze zaprojektowane.

Jeśli chcesz śledzić, co tu wrzucam, jest RSS, a GitHub i LinkedIn znajdziesz w stopce.